Starsi Polacy wyjątkowo często korzystają z mediów cyfrowych

Można powiedzieć, że z definicji im starszą przeciętnie grupę osób weźmiemy, tym bardziej tradycyjne zachowania napotkamy, także w dziedzinie konsumpcji mediów. Jednak nie znaczy to, że odbiorcy w wieku 50+ nie są grupą dynamiczną, która choćby z racji zmiany pokoleniowej zmienia swoje zapatrywania i staje się zarówno odbiorcą, jak i klientem innego typu. Ledwie ostatnio mogliśmy zauważyć, że najpopularniejsze w Polsce radio RMF FM wyprzedziło kanał pierwszy Polskiego Radia pod względem słuchalności w grupie 50-76, co być może najwyraźniej symbolizuje, że czas leci szybko i mało kto jest obojętny na zmiany trendów. W Polsce stosunkowo sporo osób po pięćdziesiątce korzysta z urządzeń cyfrowych. W grupie 50-76 właśnie ma to być, według badań BNP Paribas Personal Finance, 43%. Niby niewiele, ale to około dwukrotnie więcej, niż europejska średnia. I, oczywiście, miliony osób. Ponad 10% użytkowników Facebooka w Polsce to osoby w wieku 50+ – to oczywiście oznacza stosunkowo małą reprezentację grupy, ale i tak sporą obecność. Jednakże bez zdziwienia zapewne można przyjąć fakt, że im nowsza technologia, tym mniejsza „adaptacja” wśród seniorów. Często osoby po pięćdziesiątce najbardziej lubią korzystać z komputera stacjonarnego, a mniej z laptopów, smartfonów, technologii internetowych.

Dla części osób starszych internet to tajemniczy mechanizm, ale nie dla wszystkich. Źródło: Pixabay.com.

Dla części osób starszych internet to tajemniczy mechanizm, ale nie dla wszystkich. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Czy oparte na obrazkach media społecznościowe dają potencjał do wspierania sprzedaży?

Jeśli tzw. media i platformy społecznościowe nie są jeszcze największym rynkiem medialnym na całym świecie, to na pewno należą do najciekawszych z racji dynamiki i możliwości „podboju” w stosunkowo bardziej przystępny sposób niż media „tradycyjne”. Próbując promować się w internecie można nadal czuć się niczym zdobywca Dzikiego Zachodu czy przynajmniej biznesmen w latach 90., korzystający ze zmiany ustroju i otwierających się nie do końca przewidywalnych możliwości. Nierzadko korzystanie z takich mediów to też wręcz konieczność, by dotrzeć do klienta, jako że niektóre grupy – zwłaszcza młodsi – rzadko kiedy zaglądają gdziekolwiek indziej. Dlatego też media przeglądane na milionach smartfonów to obszar, którym zajmuje się dziś każdy ceniony dom mediowy (jak tutaj: http://www.mcw.com.pl/pl/strona-g%C5%82%C3%B3wna.aspx). Jak wynika z najstarszych zajmujących się tą branżą badań „The Infinite Dial 2016”, przeprowadzonych przez Edison Research, niemal 2/3 Amerykanów używa Facebooka, który jest zdecydowanie najpopularniejszą aplikacją do komunikacji. Dalej są Instagram (29%), Pinterest (25%), Snapchat (23%), Twitter (21%) czy LinkedIn (20%). Jak widać, komunikacja obrazkowa pozwala zrobić wyjątkową „karierę”, poza oczywiście obecnością na „Fejsie”. Trudniejsze bywa pytanie: jak?, na które każdy dom mediowy musi po części odpowiedzieć samodzielnie, patrząc na potencjał konkretnego klienta.

Dom mediowy musi zwrócić szczególną uwagę na możliwości najpopularniejszych aplikacji. Źródło: Pixabay.com.

Dom mediowy musi zwrócić szczególną uwagę na możliwości najpopularniejszych aplikacji. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Sondaże dla mediów: jak powstają?

Mogłoby się wydawać patrząc z zewnątrz, że sondaże badające popularność określonych stwierdzeń, osób, poglądów, organizacji, partii to jedna z najbardziej jednoznacznych treści, jakie znajdziemy w mediach: ktoś dzwoni do tysiąca osób i zadaje pytanie, po czym publikuje wyniki. Sprawa mogłaby się wydawać jasna, niemniej – bywa dość kontrowersyjna. W końcu jest wiele powodów, by zauważyć, że celność takiego badania w skali np. całego dużego kraju może wymagać wiele uwagi i stwarza wiele problemów do udanego przeprowadzenia. W przypadku wielu kwestii, które można sprowadzić do „ciekawych” newsów, wydaje się, że nie budzi to dużych emocji wśród odbiorców, ale od kiedy istnieją sondaże o polityce, to i mogą być kontrowersyjne. Często wiele zdziwienia budzi fakt, że sondaże przeprowadzane niezależnie dają odmienne wyniki od siebie, albo też: odmienne od oczekiwań odbiorców. W przypadku sondaży internetowych sprawa wydaje się znacznie prostsza: każde kliknięcie automatycznie jest rejestrowane, choć chyba każdy wie, że w skali społeczeństwa ankieta na stronie jest mało reprezentatywna: nie każdy typ człowieka może odwiedzać daną stronę, ani też być równie zaangażowanym w klikanie danej akurat ankiety. Co dokładnie dzieje się, zanim duża telewizja czy gazeta poda wyniki sondażu w jakiejś kwestii?

Od sondaży często oczekuje się, że przewidzą wynik wyborów. Źródło: Pixabay.com.

Od sondaży często oczekuje się, że przewidzą wynik wyborów. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Jak działają udane akcje viralowe?

Niektórych może nawet zaskakiwać w obecnych czasach, że termin „marketingu viralowego” (jak często leniwie „tłumaczy” się bardziej zgrabny termin angielski na marketing „wirusowy”) pochodzi sprzed czasów popularyzacji internetu, ale na pewno takie akcje mają wyjątkowe znaczenie w czasach adblocka oraz bardzo łatwego kopiowania treści. Ludzie zarówno mają więcej narzędzi, by unikać niechcianych reklam, jak i do tego, by dzielić się dziełami, które im się spodobają – obecnie zwłaszcza w formie obrazków i filmów, choć niekoniecznie pozbawionych stojącej za nimi historii możliwej do spisania w bardziej tekstowej postaci. Na polskim rynku dobrym przypomnieniem o możliwej skuteczności takiej strategii była właśnie historia Amerykanki, która podobno poszukiwała „Wojtka”. Wideo miało ponad 2 miliony wyświetleń, zebrało uwagę wśród internautów. Co może dziwić w czasach dość powszechnej reklamy to fakt, że niektórzy z tych widzów poczuli się wręcz oszukani, gdy okazało się, że to nie „prawdziwa historia”, a promocja pewnej sieci odzieżowej. Sieć ta na pewno zyskała wiele uwagi, choć nie tylko pozytywnej. Co by nie mówić o samej treści, reklama może być przykładem zdobycia zasięgu, o którym może pomarzyć większość spośród niezliczonych materiałów promocyjnych trafiających na nasz rynek.

"Viral" stało się jednym z najpopularniejszych słów leksykonu mediów i marketingu. Źródło: Pixabay.com.

„Viral” stało się jednym z najpopularniejszych słów leksykonu mediów i marketingu. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Ile płacisz za reklamę, kupując auto?

Każdy fan serialu Mad Men pewnie pamięta, że niektóre firmy były dla jego bohaterów, pracowników agencji reklamowej, traktowane jako wręcz święty Graal – takie, z którymi współpraca była celem pracy i źródłem utrzymania. Niekoniecznie były to firmy największe (bo największe są oczywiście np. firmy energetyczne), ale te oparte w największym stopniu na reklamie – jak producenci samochodów czy papierosów. O ile kupując chleb i mleko nie kierujemy się zazwyczaj marketingiem, tak zakup taki jak samochód często wiąże się z pewnym… światem doznań, który sprzedawany jest także w formie reklam budujących wizerunek danej marki. Na pewno przynajmniej wierzą to w producenci, inwestując dość spore kwoty w często wyrafinowane reklamy – opowiadając historie, przyciągając uwagę na każdy możliwy sposób, często niemający tak dużo wspólnego z samymi technicznymi atrybutami samochodu. Na liście firm z największym budżetem na rok 2016, podanej przez Business Review Europe, na czołowych 20 pozycjach znajduje się 5 firm produkujących samochody – z których tylko najpopularniejsza Toyota znajduje się wśród 20 marek o najwyższej wartości. W skrócie mówiąc – jednym z podstawowych priorytetów dla marki samochodowej tradycyjnie i do dzisiaj jest nie tylko ekipa odpowiednich mechaników, projektantów czy teraz także programistów, ale i starannie wybrany dom mediowy (kliknij). Dobry dom mediowy musi oczywiście zadbać o to, by w czasach, gdy ludzki wzrok omija reklamy, mimo wszystko dotrzeć do odpowiedniej klienteli z mocnym przekazem i zademonstrować im odpowiednie zalety samochodu – czy, często, po prostu pokazać, jaki ma charakter.

dom mediowy

Dzięki danym zebranym przez firmę Kantar Media, a podanym przez portal Wirtualnemedia.pl, możemy oszacować skalę wydatków na marketing przez firmy samochodowe w Polsce. W roku 2016 miało to być, w zaokrągleniu, 1,205 miliarda złotych. O tak – miliarda. Jest tu jednak haczyk: otóż firma nie opierała się na danych prosto od producentów, ale jedynie badała to, co publicznie wiadomo, czyli liczbę reklam danego typu i stawki. To zaś oznacza, że niewliczone są rabaty, stanowiące istotną część rynku dla każdego domu mediowego działającego na dużą skalę, a zazwyczaj takie obsługują klientów takich jak marki samochodowe. Możliwe więc, że kwota ta tak naprawdę jest kilkukrotnie niższa. Załóżmy jednak, że budżet reklamowy polskich oddziałów faktycznie sięga miliarda złotych. Według wstępnych szacunków, w ostatnim roku sprzedało się około 400 tysięcy nowych samochodów (bardziej oficjalnie wiemy, że w pierwszej połowie roku było to 210 tys.). To oznaczałoby, że przeciętna „dopłata za reklamę” wynosi ok. 2500 zł. Patrząc na ceny samochodów jako całości, można uznać, że nie jest to tak wiele – albo odwrotnie. Jednak fakt faktem, że producenci wydają te pieniądze i raczej na pewno nie w celach charytatywnych wobec domów mediowych, stacji telewizyjnych, magazynów itp.

Propozycje repolonizacji – kto posiada polskie media?

W ostatnim czasie powracał wielokrotnie postulowane już i wcześniej, z mniejszym lub większym poparciem, propozycje repolonizacji mediów w Polsce, czyli zmiany struktury własności tak, by posiadały je polskie podmioty. Obecnie pomysł ten nie wydaje się wyjątkowo popularny w społeczeństwie: w sondażu SW Research dla „Rzeczypospolitej”, na pytanie o to, czy należy media repolonizować, „tak” odpowiedziało niecałe 27% badanych, a „nie” – 35%. Obok dyskusji politycznej pozostaje czysty fakt, że wydawnictwa i firmy mediowe z całego świata – najczęściej z Niemczech – wykupiły różnorodne media, a także czasem uruchomiły własne. Obecnie mają do tego prawo, ale kto wie, czy go niedługo nie stracą. Często mówi się, że „75% polskiej prasy posiada obcy kapitał”, mówi się też, że podobnie jest na innych frontach – zwłaszcza skłonni do takich wypowiedzi mogą być pracownicy i właściciele mediów, którzy chcą zwrócić uwagę na fakt bycia „tutejszymi” i wyróżnienia się w ten sposób. Jak wygląda to w praktyce?

Polsce magazyny i dzienniki lokalne. skrzynka. Źródło: Pixabay.com.

Zagraniczny kapitał najczęściej posiada w Polsce magazyny i dzienniki lokalne. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Jak mierzy się popularność programów w polskiej telewizji?

Wraz z rosnącą liczbą metod dystrybucji o różnych stopniach „zaangażowania” widza (od darmowej dla odbiorcy, ogólnodostępnej TV, przez kablówki – do programów VOD, za które płaci się bezpośrednio), definicja „najbardziej popularnych” programów TV staje się coraz trudniejsza, a wskaźników to mierzących jest coraz więcej. Przyzwyczailiśmy się, by patrzeć po prostu na liczbę widzów zasiadających przez TV, badaną na przykład przez Nielsena. W tej kwestii, można powiedzieć, nie ma wiele do ogłaszania, przynajmniej na rynku polskim. Przykładowo, w grudniu 2016 najwięcej widzów zgarnął oczywiście serial „M jak Miłość”. 13 grudnia oglądało go prawie 7 mln ludzi – prawie o 40% więcej, niż następną pozycję w rankingu, oraz ponad 40% osób, które oglądały w tym momencie TV. Na drugim miejscu znalazł się serial „Na dobre i na złe”, który również piastuje takie miejsce od niepamiętnych czasów – ale nie osiągnął oglądalności na poziomie 5 mln widzów. Ponad 4 mln widzów zebrał też serial „Barwy szczęścia”. Swoją drogą, wśród programów, które znalazły się w top 10 grudnia, były też „Teleexpress” TVP, „Wydarzenia” Polsatu, oczywiście wigilijny „Kevin sam w domu” na Polsacie oraz seria transmisji z Pucharu Świata skoków narciarskich. Można powiedzieć, że badania są niepotrzebne, bo każdy, kto interesował się polską TV przez ostatnie 10 lat, byłby w stanie wymienić te same programy jako oczywistych faworytów. Niemniej – firma Nielsen od wielu lat jest traktowana jako autorytet badający regularnie oglądalność i prezentująca co miesiąc rankingi. Jak one powstają?

Notowania oglądalności decydują o budżetach, nie tylko stacji TV. Źródło: Pixabay.com.

Notowania oglądalności decydują o budżetach, nie tylko stacji TV. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Czy wydarzenie TV takie jak Eurowizja się opłaca?

Luty to sezon Oscarów, podczas którego stacja ABC co roku pokazuje wszystkie gwiazdy wychodzące na czerwony dywan, a potem samą wielogodzinną ceremonię. To jedno z tych wydarzeń, o których słyszy prawie każdy, a wiele osób przynajmniej przelotnie się nimi zainteresuje. Ale zawsze przy organizacji takich „eventów” pojawia się pytanie, czy na pewno warto wydawać na nie pieniądze. I nie chodzi bynajmniej tylko o głosy pytające na przykład, czy zamiast organizacji Euro i różnorakich igrzysk nie lepiej postawić kilka żłobków, albo też czy zamiast ceremonii Europejskiej Stolicy Kultury nie można by poprawić jakości tramwajów w mieście. To także ogólne pytanie, czy jednorazowe, kosztowne wydarzenie opłaca się samym organizatorom – zazwyczaj telewizji. Jeśli chodzi o organizację Euro w Polsce, telewizja oczywiście mogła przez miesiąc transmitować mecze do kilkudziesięciu krajów Europy zainteresowanych tym wydarzeniem, a jeśli chodzi o ogromne koszta organizacji imprezy, w większości były one związane z budową dróg i torów kolejowych, co można uznać za inwestycję niezależną w opłacalności od samego Euro. Jednak pokazowe gale i eventy to często znacznie bardziej bezpośrednio inwestycja dla samej stacji: wydać trzeba dużo, a zysk w pewnej mierze dotyczy nie tylko jednego wieczoru, ale też trzeba liczyć na długoterminowe korzyści wizerunkowe. Przykładem tego, jak niewygodne mogą być koszta organizacji takich „atrakcyjnych” imprez, może być tegoroczny konkurs Eurowizji, który odbędzie się w maju na Ukrainie.

Radość z wygranej Eurowizji nie dotyczy koniecznie całego kraju. Źródło: Pixabay.com.

Radość z wygranej Eurowizji nie dotyczy koniecznie całego kraju. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Oscarowa wpadka demonstruje ryzyko występów w TV na żywo

Tegoroczne Oscary przejdą na pewno nie tylko do historii filmu, ale i telewizji. Przy czym ostatecznie nie z powodu żartów prowadzącego Jimmy’ego Kimmela, numerów muzycznych czy też innych wydarzeń na scenie, jak pojawienie się wpuszczonych specjalnie „zwykłych ludzi”, mających okazję przywitać się z gwiazdami z pierwszego rzędu. Jednak jak pewnie dobrze wiecie, nie to będzie pierwsze wspomnienie związane z galą Oscarów 2017. O wszystkim zaważył błąd na sam koniec, gdy ogłoszono niepoprawnie zwycięzcę głosowania w głównej kategorii – najlepszego filmu. Jako że film „La La Land” był głównym faworytem, nikogo nie zdziwiło, gdy ze sceny padły słowa ogłaszające jego triumf, a twórcy wyszli na podium i zaczęli dziękować rodzinom, współpracownikom… Dopiero po chwili trzeba było złamać im serca i ogłosić, że zwycięzca był inny. Jak wykazało „dochodzenie” oparte między innymi na zwyczajnym popatrzeniu na zbliżenia z kamery (oraz tłumaczeniom organizatorów), prezentujący Warren Beaty dostał tak naprawdę kopertę adekwatną do innej kategorii, najlepszej aktorki. Podobna wpadka miała miejsc tylko w roku 1964, gdy prowadzący też dostał błędną kopertę i „przyznał” Oscara za najlepszą muzykę filmowi, który w ogóle nie mógł być w tej kategorii nominowany. Tym razem posypały się oczywiście gromy i na prowadzących, i na organizatorów, choć wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialna była tylko jedna osoba, ta podająca koperty – związana z firmą PwC (dawniej PricewaterhouseCoopers), która od 83 lat opierała swoją reputację między innymi właśnie na obsługiwaniu tak dużej imprezy, jak Oscary. Zobaczymy, czy PwC, niczym saper, pomyliło się pierwszy i ostatni raz. Na pewno jednak przypomniało nam wszystkim, że występy publiczne – zwłaszcza transmitowane na żywo dla szerokiej publiki – to prawdziwe pole minowe, gdzie pomyłka nigdy nie może zostać do końca naprawiona.

Oscary to chwała dla zwycięzców, ale teraz i wstyd dla organizatorów. Źródło: Pixabay.com.

Oscary to chwała dla zwycięzców, ale teraz i wstyd dla organizatorów. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading

Co czeka dziennikarstwo w 2017 roku?

Styczeń to zapewne ostatni moment, by przestać żyć trendami 2016 roku i w końcu zabrać się za to, co nowe, wydajniejsze, skuteczniejsze, i może też, jeśli się uda, lepszej jakości – zwłaszcza w dziedzinie tak dynamicznej w ostatnich latach, jak dziennikarstwo, czymkolwiek ono teraz jest. Nieman Lab – amerykańskie „laboratorium dziennikarstwa”, skupione zwłaszcza na odnajdywaniu tożsamości branży w epoce internetu – spytało w swojej ankiecie ekspertów z całego świata o to, jakie będą kluczowe trendy dziennikarskie 2017. Wśród przewijających się motywów z setek wypowiedzi zauważyć można lepsze zrozumienie tego, jak działa i jak może przyciągać uwagę dziennikarstwo w dzisiejszych czasach i na dzisiejszych urządzeniach; dziennikarstwo jako służba publiczna dla społeczności, a nie tylko zleceniodawców; kłopotliwa kwestia poszukiwania prawdy i popularności nieprawdziwych historii w internecie; a także dylematy stojące przed rozwojem „platform”, czyli nowoczesnych portali oferujących wszystko w jednym jak Facebook.

Komunikacja z czytelnikiem będzie równie istotna, co zbieranie materiału. Źródło: Pixabay.com.

Komunikacja z czytelnikiem będzie równie istotna, co zbieranie materiału. Źródło: Pixabay.com.

Continue reading